"Kler" omawiany na lekcji religii? A czemu nie?


Nie jest tajemnicą, że oprócz pracy w redakcji czy zajmowaniem się edukacją medialną, nie stronię od teologii i nie obca jest mi praca katechety, do której szczerze mówiąc, nawet mi tęskno. Tęskno tym bardziej, że wokół tyle ciekawych tematów możliwych do poruszenia podczas dyskusji z młodzieżą. Jednym z takich tematów zdecydowanie jest film Smarzowskiego, który z pewnością nie jest obcy uczniom szkół średnich. Pytanie tylko, jak go przyjęli, bo jeśli tak, jak pan siedzący za mną w sali kinowej, to im szczerze współczuję.

Oglądając zwiastun, nawet się uśmiałam. Niezła komedia. Ale jak to ze zwiastunami bywa, również ten okazał się mylący. "Kler" jest filmem ekscytującym i piekielnie dobrym. Nie jest jednak komedią. Jest jaskrawym przykładem dział wymierzonych w instytucję Kościoła. Jest to film antyklerykalny, choć skupiając się na życiu tych wyreżyserowanych księży, jednocześnie nie skupia się na religijności czy na sferze sacrum i nie porusza najważniejszych tajemnic wiary. No chyba że weźmiemy na poważnie, iż największa tajemnica wiary, to złoto i dolary. Jednak błagam, litości, tym bardziej, że każdy z nas prawdopodobnie zna chociaż jednego kapłana, który swoim nieskromnym życiem daje świadectwo, iż według niego tak właśnie może być.

Ale halo! 

Nie można, ot tak, Kościoła całkowicie wykpić, bo w wyznaniu wiary mówię nie tylko, że wierzę w Boga Ojca stworzyciela, ale również: "Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół". I tu mi zgrzyta najgłośniej. Zgrzyt numer jeden: Skoro wierzę w Kościół, to film mi te wierzenie zdecydowanie obrzydza. Zgrzyt numer dwa: Skoro wierzę w jeden Kościół, to jak mogę wierzyć w Kościół z filmu, który przedstawiony jest w absolutnie najczarniejszym świetle? Przecież Kościół ma nie tylko takie oblicze. Jeśli ktoś nie zna księdza prowadzącego święte życie lub nie wierzy, że taki ksiądz istnieje, to jak może wierzyć w Kościół? 

Kler 2018 (kultowa scena)
Księża są ludźmi i mają swoje słabości - tak, zdecydowanie wszyscy. Księża lubią się bawić - w większości tak. Księża nie stronią od alkoholu - często tak. Księża nie stronią od pieniędzy - często tak. Nie raz ich wypasione plebanie i wikariaty są większe niż świątynie, a gospodynie nie dość, że je posprzątają, to i obiad z deserem podadzą - tak, tak i tak. Wśród kleru istnieje problem nieprzestrzegania celibatu i pojawiają się incydenty związane z pedofilią - tak. I nie jest to jakaś wiedza tajemna, bo sam papież Franciszek nie raz, nie dwa otwarcie modlił się, nie ukrywając, że w Kościele nie brakuje sytuacji odrażających, prosząc: "o przebaczenie za wszystkie nadużycia popełnione w różnych instytucjach kierowanych przez zakonników i zakonnice. Prosimy o przebaczenie za przypadki mobbingu, jakiemu poddano wiele osób. Prosimy o przebaczenie za wszystkie sytuacje, w których Kościół nie podjął konkretnych działań w obliczu tych nadużyć i nie okazaliśmy ich ofiarom słusznego współczucia i uwagi (...) Prosimy o przebaczenie za członków hierarchii, którzy nie wzięli na siebie odpowiedzialności za te sytuacje i zachowywali milczenie" (sierpień 2018, Phoenix Park w Dublinie). 

Film jest bardzo jednostronny. W ważnym wątku związanym z pedofilią dosadnie wskazuje jakoby kler przyzwalał na takie zachowanie. Sprzeciw widzimy wyłącznie w postaci księdza, który sam tego doświadczał w dzieciństwie oraz katolików świeckich. To wszystko sprawia, że Smarzowski nie pozostawia tu pola do interpretacji. Kler to zło. I tyle. 

Film o ludziach, których wyróżnia tylko to, że noszą sutanny... 


Zapowiedź kinowa produkcji Smarzowskiego, szumnie głosiła, iż Kler "ma pokazać obraz Kościoła katolickiego jako instytucji oglądanej od strony zakrystii”. Nie zamierzam się z tym szarpać. Podstawowa wiedza na temat mediów - reklama to reklama. Może ujęłam to mało profesjonalnie, ale wierzę, że rozumiecie, o co mi chodzi. Pamiętajmy, że autorem tego dzieła nie jest katolik zatroskany o Kościół, który wytyka błędy, by je naprawiano. Autor nie widzi tu dla Kościoła szans na poprawę. Jest to film ateisty, czyli człowieka niewierzącego w Boga, a już na pewno niewierzącego w Kościół. Czy film ma na celu podważenie autorytetu kleru i pozbawienie polskich katolików zaufania wobec księży? Czy ma taką siłę? Cóż. W augustowskim kinie oglądalność biła wszelkie rekordy. Każdy seans to wypełniona po brzegi sala. W kościele nie raz nie ma takich tłumów. 

Jesteś tym, co jesz. Jeśli nakarmimy niemyślące samodzielnie pokolenie takimi filmami, rzeczywiście możemy wychować ludzi odnoszących się z wyjątkowym niepokojem, czy nawet zawziętością do wszelkich inicjatyw Kościoła. Jestem jednak przeciwna cenzurze i zakazywaniom tworzenia, czy tym bardziej wyświetlania takich filmów w kinie. Nie traktujmy dorosłych ludzi jak dzieci. W tym momencie zaczęłabym ubolewanie nad tym, w jak ogromnym stopniu potrzeba wśród ludzi edukacji medialnej (bądź chociaż filmowej), lecz zamiast potoku kolejnych słów, wyleję tu pomyje na głowę pana, który siedział za mną w kinie. Kiedy na ekranie pojawiły się napisy, pan ten powiedział: "Nooo, film na faktach". Hola!

Ja się pytam, na jakich faktach (?!), bo chyba nie autentycznych... Zwróćmy uwagę, że "Kler" nie jest filmem dokumentalnym. Nie jest filmem opartym na faktach. Jest to film fabularny, inaczej film fikcji a NIE reportaż. I jako taki mi się podoba, bo twórcy kina nie mają obowiązku patrzenia na konkretne zjawisko w sposób obiektywny. Mogą być stronniczy i w tym przypadku są bardzo, przez co nie dziwi mnie, że według wielu ludzi Smarzowski przegina pałkę, bo rzeczywiście jest ona przegięta w jedną tylko stronę. Nie podoba mi się natomiast to, jak wiele ludzi odbiera "Kler" jako dokument bazujący na życiu prawdziwych ludzi. Głównie dlatego jestem zwolenniczką poruszania tego tematu w szkole. "Kler" na religii, etyce, godzinie wychowawczej a może podczas języka polskiego? Jak najbardziej, o ile to nie uczniowie nie są bardziej kompetentni, niż ich nauczyciele. Mam nadzieję, że mój artykuł może pomóc w przeprowadzeniu takiej lekcji, jak należy.

Kler 2018 - Braciak jako Lisowski, Jakubik jako Kukuła
Biorąc pod uwagę odbiór "Kleru" jako prawdy objawionej, ubolewam, że nie ma w filmie nawet krzty prawdziwej - chodzi tu o całościową, wielopłaszczyznowo i skrupulatnie przedstawioną - twarzy Kościoła. Twarzy ludzi, również księży, pielgrzymujących z wiarą w wysłuchanie ich intencji, twarzy zakonników pomagających śmiertelnie chorym m. in. w Afryce, ale przede wszystkim twarzy kleru, który daje świadectwo nie tylko słowem, a przede wszystkim czynem. Smarzowski nie pokazuje tu tej twarzy, ponieważ to nie pokazanie całościowej prawdy o Kościele jest zamysłem tego filmu. 

- Ważne było dla mnie, aby zrobić film o ludziach, których wyróżnia tylko to, że noszą sutanny. Są trzy wektory napędzające tę historię: żądza pieniędzy – chciwość, żądza władzy, no i żądza seksualna - nie tak dawno mówił Wyborczej sam Smarzowski. Zatem nie jest to film o księżach "z definicji" dążących do świętości, którzy winni być przykładem dla innych wiernych, ale jest to film o ludziach wyjątkowo grzesznych, a to, że noszą sutanny powoduje, że ich postępowanie wydaje się jeszcze bardziej obrzydliwe, poprzez to bardziej nośne, chwytliwe, komercyjne i dochodowe. Proste. Kasa musi się zgadzać. Choć fakt, że taki odłamek księży rzeczywiście istnieje, że gdzieś na świecie dzieją się rzeczy podobne, mnie boli. Ale nie sposób opisać, jakie to szczęście, że film ten to fikcja, że kler to nie wyłącznie mafia w czarnych pelerynach. 

"Paździerz" roku to to nie jest 

Kler 2018 - "Złote, a skromne"
Jeśli chodzi o aktorstwo, obraz, to wszystko w filmie Smarzowskiego naprawdę zasługuje na najwyższe noty. Postaci, szczególnie grana przez Gajosa, są fantastycznie przerysowane i naprawdę nie mogę uwierzyć w to, że jest ktoś, kto może tego nie zauważyć. Za dużo tu jednak manifestu, bez specjalnych niuansów, czy silenia się na zbliżenie do prawdy o Kościele. Jak powiedziała recenzująca "Kler" Agnieszka Pisarek ze Sfilmowanych.tv: "Oczekuję trochę więcej wolności dla widza, a tutaj jednak karty na stole leżą odwrócone frontem. I widzimy. A ja bym chciała, żebyśmy troszkę więcej myśleli". W punkt. 

Nawet duchowni o tym filmie nie wypowiadają się wyłącznie źle. Przykładem może być mój ulubiony kaznodzieja o. Szustak, który nie dość, że poszedł na "Kler", to jeszcze poszedł w habicie. Jego wrażenia? Mówi, że film jest beznadziejny, ale tylko w tym sensie, że po prostu nie ma w tej historii nadziei. Podobnie jak ja uważa, że "Kler" to film dobry. Mówi: "Film pokazuje patologie w Kościele - tak to prawda, film pokazuje wycinek Kościoła - tak to prawda. Oczywiście cały Kościół taki nie jest, ale moi drodzy - wszystkie rzeczy, które są w tym filmie są prawdziwe. W sensie każda z tych sytuacji ma miejsce, wydarza się w Kościele. To nie jest tak, że nie ma tych sytuacji. Oczywiście niektóre są przerysowane, są kabaretowo pokazane, panfletowe - to jasne, to jest sztuka filmowa. Ale tam nie ma rzeczy, o których można powiedzieć: nie czegoś takiego w Kościele nie ma. Oczywiście to nie jest cały Kościół (...) Pewnego rodzaju degrengolady księżowskie, choć nie w tych czynach, które tam zostały pokazane, nie są nam obce. I mnie ten film prowokuje absolutnie do tylko jednego. Do nawrócenia. Kiedy oglądam ten film, to jest film o najgorszym Kościele jaki może być (...), to we mnie się rodziło jedno pragnienie. Chciałbym tak żyć, chciałbym być takim księdzem, chciałbym w taki sposób być z Bogiem, żeby nigdy nie być powodem czegoś takiego, nigdy nie dać takiego świadectwa (...)". 

Podsumowując: Jest to film bardzo ciekawy, dobre kino. Film oderwany od realnego obrazu Kościoła, skupiony wokół ułamka, który istnieje, ale jest wyłącznie ułamkiem, nie tak znaczącym, jak można mieć wrażenie, wychodząc z kina. Nie uważam, by "Kler" był atakiem, na jaki sobie co niektórzy z tego kleru nie zasłużyli, ale ogrom księży zdecydowanie nie zasługuje na jakiekolwiek porównywanie z postaciami z filmu. 

Jeśli ktoś jednak uważa, że "Kler" przedstawia CAŁĄ prawdę o księżach, dziwiąc się jednocześnie, że ktoś inny po obejrzeniu filmu może jeszcze zasiąść w ławce kościoła, a co dopiero, wrzucić coś do koszyka na ofiarę, to może niech obejrzy jeszcze ten film, by mieć szerszy obraz na sprawę:

Popularne posty