16 listopada 2015

Był net-art, jest postinternet. Czyli co?

http://www.canbe.pl/2015/11/by-net-art-jest-postinternet-czyli-co.html

Powyżej eksponaty "Is It Art or Is It Just", czyli pierwszej w Polsce wystawy pod sztandarem sztuki postinternetowej, mającej miejsce w Zielonej Górze w 2014 roku, m. in. Debora Delmar Corporation "Body Blend Trade Culture" (2014) czy "Inferno. Not found" Piotra Grabowskiego (2009).
  
Powyższa sztuka jest postinternetowa. Post- (łac. po, za)? Czy to znaczy, że Internet się skończył? Nie, to nie tak.

A jak?

Obsesją fantastów, którzy po II wojnie światowej kreślili futurystyczne wizje, były loty kosmiczne. Ludzie przyszłości znudzeni przyziemnością mieli za pomocą gwiezdnych krążowników, ogromnych rakiet, kolonizować ciała niebieskie. Żaden futurysta nie przewidział, że zamiast zwiedzać Marsa czy skakać po Księżycu, ludzie XXI wieku będą siedzieć na fejsie, lajkując posty znajomych. Nikt nie przewidział naszej teraźniejszości. Nikomu do głowy nie przyszło, że kluczową technologią będą narzędzia służące komunikacji, że przestrzeń poszerzy się o sieć. A kiedy nieoczekiwanie sieć już powstała, wszyscy przepowiadali, że będzie służyła do przekazywania informacji. I znów się mylili. Przynajmniej częściowo.

   Sieć coraz gęściej oplata świat. Teoretycy kultury twierdzą, że rzeczywistość stała się hybrydalna, co oznacza, że nie składa się na nią już tylko to, co możemy posmakować, dotknąć, czyli to, co jest zmontowane w przestrzeni fizycznej, ale również to, co znajdziemy w przestrzeni wirtualnej. Jesteśmy na ulicy, w autobusie czy w domu a jednocześnie na Facebooku, Instagramie... I tu subtelna uwaga, że współczesny człowiek, czyli nawet ja czy Ty, posiada swoistą zdolność bilokacji. CZYŻ TO NIE JEST ODKRYCIE ROKU?! :P
      Więc jesteśmy w dwóch miejscach na raz i cały czas produkujemy treści, uploadujemy zdjęcia, filmy, komentarze - inni natomiast je powielają i przerabiają po swojemu. Wszystko cyrkuluje. A na scenę wychodzi właśnie generacja Z - pokolenie, które nie zna świata preinternetowego. Ludzie, dla których sieć istniała zawsze, oplatając całą rzeczywistość. I w tym właśnie momencie zaczyna się historia postinternetu.
 

Epoka postinternetu


   Nie są to już czasy Medyceuszy, gdzie sztuka okopana jest w analogowych pozycjach, ale sztuki postinternetowej nie należy też mylić z net-artem, czyli projektami realizowanymi od początku do końca w Internecie. Sztuką po Internecie może być wydruk, jak i instalacja, przedmiot - coś namacalnego. Takie są prace Piotra Grabowskiego: autorskie teksty czytają automatyczni komputerowi lektorzy, podróże po świecie odbywa się za pośrednictwem aplikacji Google Earth a jednocześnie tuż obok artysta buduje obiekty ze słomy, stawia kamień przywieziony z drugiego końca Europy albo buty Nike zrobione na zamówienie złożone oczywiście przez Internet. Z pozoru niespójne elementy są "linkowane" skojarzeniami artysty. Znalezione w Internecie obrazy i dane odsyłają do tekstów, teksty do przedmiotów, rzeczy do wyobrażeń. To SURFOWANIE PO RZECZYWISTOŚCI. Badamy fizyczny świat w ten sam sposób, w jaki przegląda się internetowe zasoby; w gruncie rzeczy granica między siecią a realem w ogóle tu nie istnieje.

Jesteśmy podlinkowani: wszystko łączy się ze wszystkim, ale niekoniecznie w logiczną całość.

   
   Muzeum Sztuki Ponowoczesnej mówi o sztuce po Internecie, inni o sztuce pointernetowej, postinternetowej, po świecie krąży termin post-net aesthetics, czyli estetyka postsieciowa. To wszystko sprowadza się do cytowania, kopiowania, powielania a także łączenia wszystkiego ze wszystkim. Jak każdy użytkownik sieci, odbiorca  jest podlinkowany do wszystkiego, co zwróciło uwagę artysty.
   Sztuka postinternetowa to twórczość, która opuszcza dyski twarde i ekran komputera, by powrócić do przestrzeni galerii. Epoka postinternetowa to czas, w którym każdy buduje obraz samego siebie nie tylko w rzeczywistości, ale też w sieci - na portalach społecznościowych, blogach, vlogach etc. Człowiek postinternetowy jest brandem, marką, którą się promuje. Rzeczywistość postinternetowa jest także światem prosumentów, co oznacza, że każdy z nas jest dziś producentem i konsumentem treści w jednym. Być może takie właśnie zatarcie granic jest istotą sztuki postinternetowej. Tych granic między odbiorcą a nadawcą, artystą a nieartystą, tym, co prywatne, i tym, co publiczne, między tożsamością a produktem, a także, może przede wszystkim, między Internetem i wszystkim, co jest poza nim. Właściwe pytanie nie brzmi, co w epoce postinternetowej dzieje się ze sztuką, lecz co się stało z nami.

16 komentarzy:

  1. Dzięki za możliwość uzupełnienia wiedzy - lubię to!:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dużo ciekawych informacji, to lubię. :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasem sie zastanawiam, do czego dojdzie świat za kilkadziesiąt lat, jak już teraz jesteśmy nieustannie online. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może doceni w końcu dobra natury, otoczenia, drugiego człowieka, wróci do fundamentów = do tego, co ważne?

      Usuń
    2. Oby tak było! Bo ja się szczerze przyznam, że to mnie przeraża, sama widzę po sobie, że bez telefonu, nie ruszę się bez domu. O ile śmiało radzę sobie bez laptopa czy Internetu, o tyle nie wyobrażam sobie, abym mogła nie mieć kontaktu z bliskimi za pomocą komórki.

      Usuń
  4. Pozdrawiam !

    http://chicporadnik.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Anito, podczytuję Twój blogi jestem zachwycona Twoją wiedzą i mądrością. Pisz...jest bardzo dobrze! Pozdrawiam:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo dziękuję i nie spocznę na laurach :)

      Usuń
  6. To uwikłanie w sieci, "linkowanie" zauważam już od dawna. Hipertekstualność prowadzi często na manowce. Początek się gubi, dlatego zgadzam się, że najtrudniej ostatnio chyba o spójność...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zresztą, często łapię się na tym, że tracę główny wątek przez te "internetowe myślenie".

      Usuń
  7. No cóż wsiąkliśmy w tą sieć, a co niektórzy nie potrafią bez niej żyć. A rzeczywistość jest, ale obok nas i już niedługo nie będziemy umieć w niej żyć. A jakie jest nasze ja, to już każdy z nas musi sobie na nie odpowiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo pouczający dla mnie tekst, a dość przystępnie napisany.

    OdpowiedzUsuń
  9. trzeba uważać żeby w dobie internetu nie zatracić siebie, przykre jest też to że male dzieci nie wychodzą z domów tylko grają na tabletach ;/

    OdpowiedzUsuń
  10. ja tylko zastanawiam się jak będzie wyglądał świat za kilka, kilkanaście lat.. przeraża mnie to.
    Sandicious

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo wartościowy tekst, przeczytałam z wielkim zainteresowaniem. Dzięki niemu mam temat do nowych przemyśleń na ten wieczór :) Już jakiś czas temu (przez blogowanie!) wciągnęłam się bardziej w internetową rzeczywistość, założyłam też Instagrama. I zaczęły mnie bombardować zewsząd nowe tendencje, style, maniera w sposobie pisania, czy robienia zdjęć. Poczułam się trochę staro, kiedy zaczęłam miewać problemy z wyczuciem konwencji, w której coś jest tworzone. A jestem uparta i z reguły drążę, póki nie zrozumiem choć trochę jakiegoś zjawiska. Zaciekawiły mnie dziwne subkultury, które też zdają się instnieć głównie (jeśli nie tylko) w sieci. Powoli chyba tracę zdolność do nadążania za tym wszystkim - ale w końcu, tak, jak słusznie w tekście podkreślono, ja jestem z tego pokolenia, które jeszcze pamięta dzieciństwo offline.

    OdpowiedzUsuń

Naj­trud­niej­sze w dys­kusji nie jest to, by bro­nić ja­kiejś opi­nii, ale by ją mieć - Éric-Emmanuel Schmitt.