25 września 2015

Dziennikarz apologetą - czynem i słowem

http://www.canbe.pl/2015/09/dziennikarz-apologeta-czynem-i-sowem.html

Apologia to obrona. Analogicznie apologeta to obrońca.

Tak naprawdę każdy człowiek jest apologetą, bo każdy powinien bronić najwyższych wartości dla dobra wszystkich. Opinię publiczną tworzą dziennikarze, więc na nich spoczywa największa odpowiedzialność. Tymczasem "apologeci" stoją w szeregu i krzyczą, że każdy człowiek powinien bronić nie najwyższych, ale swoich wartości dla dobra nie wszystkich, bo też tylko i wyłącznie swojego. 

Początkowo miał być to typowy felieton, ale koncepcja padła. Temat naukowo-społeczny nijak mi nie podszedł pod luźne pióro. Jednak wyjaśnię i skomentuję to, co postanowiłam, widząc jak opasłe bydło medialne przy żłobie domaga się stale więcej i więcej. 
  
   Skupię się na tym, czego brakuje siedzącym na swoich mniej lub bardziej opasłych czterech literach. A brakuje im czynu. Jako dziennikarz-apologeta obronię dzisiaj to coś, czego już prawie nie ma, zgodnie z tezą, że to czego nie ma w Internecie, nie istnieje. Zatem przywracam czyn na łamy Internetu i tym samym do naszych słowników.

    Więksi ode mnie próbowali wlewać czyn do naszych serc. Słynne: Wymagaj od siebie, choćby inni od Ciebie nie wymagali Jana Pawła II. Świat właśnie tego wymagania od siebie od wieków potrzebuje. Może nawet w dobie zastępowania pracy rąk ludzkich komputerami potrzebuje bardziej niż kiedykolwiek? Innym przykładem są słowa, które zasłyszałam nie pamiętam gdzie i nie pamiętam od kogo, ale bardzo trafne, że czyny przemawiają głośniej niż słowa. Do mnie ta apologia czynu trafia, bo wiem, że ważniejsze od mlenia ozorem czy trajkotania jest dawanie swoim postępowaniem dobrego przykładu innym.


    To nie są wyłącznie chrześcijańskie slogany. Mahatma Gandhi mawiał: W życiu jest coś więcej do zrobienia niż tylko zwiększać jego tempo czy Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie. A Budda: Nawet najdalszą podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Wszystkie cytaty zawierają myśl, że życie nie jest egzystencją, ale działaniem, które powinno mieć skutek na Ziemi i w sercach innych ludzi. Największym autorytetem jest dla mnie jednak Ten Gość, który stwarzając człowieka powiedział: Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi! Jeśli nie przekonuje to intelektualistów, to nadmienię, że sama nauka biologiczna broni czynu, głosząc, że najważniejszą cechą życia jest ciągła wymiana materii i energii między żywym organizmem a jego otoczeniem.
 
Poza tym, prawo naturalne jest zapisane w każdym z nas i każdego z nas kieruje ku dobru. Zdrowy rozum nie tylko zakazuje iść za takimi, co źle mówią i czynią, lecz także żąda, by przyjaciel prawdy wszędzie i zawsze, słowem i czynem dawał świadectwo sprawiedliwości, chociażby mu nawet za to śmierć groziła (II w. Justyn Męczennik).
 
Apologia czynu a apologia czynem
 
Zdanie Justyna jest kluczowe - swoją apologią czynu udowadnia, że ważne jest działanie. Tworzenie życia, używając wszędzie i zawsze apologii czynem. Udowadnia, że kręcenie się wokół własnego ogona nie daje szczęścia, a wręcz je zabija. To zabawa może dobra, ale dla psów. Kiedy koncentrujemy się na sobie, nasz świat się kurczy, bo nasze problemy przesłaniają wszystko inne, poza tym przestajemy myśleć jakie skutki dla innych ludzi ma nasze postępowanie. Tym sposobem ze świata, nad którym mieliśmy panować, robimy światek, a ze światka świateczek, który kończy się i zaczyna na czubku nosa. Gdy skupiamy się na innych, nasz świat zaczyna mieć rozmiary wszechświata. Nasze własne problemy odsuwają się na peryferie, przez co wydają się mniejsze i widzimy więcej. Na przykład to, że najgorsze, co możemy zrobić, gdy komuś dzieje się krzywda, to nie robić nic.


   Dzisiejsi apologeci konsumpcjonizmu, czyli większość z nas, nie zdaje sobie sprawy, że jesteśmy częścią całości. Jesteśmy jak krople tworzące morze i kiedy jedna nieczysta kropla wpadnie do morza brud rozprasza się na inne. Tak samo jest z dobrem, które dzieląc, mnożymy. Dlatego nie powinniśmy być obojętni. A tacy jesteśmy, kiedy w sytuacjach wymagających reakcji staramy się zachować zimną krew, bo nie chcemy wyjść na głupka czy panikarza i czekamy na reakcję innych, a oni... na naszą. Wszyscy nawzajem utwierdzamy się w przekonaniu, że sytuacja nie wymaga interwencji i IGNORUJEMY (!) zagrożenie. Można przełożyć to na wiele sytuacji w życiu: widzimy leżącego w parku człowieka – nikt nie reaguje, bo może pijak?, większość par mieszka ze sobą bez ślubu – takie czasy, więc może i ja będę?, etc.


Czyżby ludzie z pokolenia na pokolenie stawali się królami ignorancji? A zostaliśmy stworzeni jako władcy świata. Mamy ważne zadanie – nie tylko panować ale też opiekować się światem, czyniąc rzeczy dobre. Być apologetami i słowem i czynem. A dziennikarze jako siewcy w umysłach ludzkich to już niezaprzeczalnie.


Rolę czynu w naszej apologii podkreślają fakty:
  • Za 55% komunikatu odpowiada mowa ciała, 38% - ton głosu, a tylko 7% - treść wypowiedzi. 
  • Czasownik jest primadonną wśród części mowy, a przecież określa on czynność.
  • W apologii słowem należy unikać pleonazmów, czyli niepotrzebnych powtórzeń, w apologii czynem takie powtórzenia są wręcz wskazane. 
  • W Obronie Sokratesa czytamy: „Należy zważać na słuszność, nie kwiecistość mowy” - podobnie czyny nie powinny być na pokaz. 
  • Pobudzały i inspirowały na pewno czyny męczenników chrześcijańskich. Nie bez przyczyny Tertulian pisał: „Semen est sanguis christianorum.” (Krew chrześcijan zasiewem wiary). 
  • Jak w apologii Sokratesa - czyny powinny być jak bąk, który żądli i pobudza.

      Post w nieco innej formie pojawił się już kiedyś w Internecie. Dzięki komentarzowi Alicji dowiedziałam się jakie zdanie na ten temat mają lemingi. Właściwie go nie mają.
A Wy, macie?

15 komentarzy:

  1. Zgadzam się z Tobą. I niestety z przykrością muszę stwierdzić, że egoiści i osoby mające wszystko gdzieś wychodzą na tym wszystkim najlepiej, a inni widząc ich postawę, niestety ją naśladują. Dlatego jest tak, a nie inaczej, bo większości ludzi się po prostu nie chce.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja wiele razy widziałm przykłady, że jednak ludzie nie są do końca ignorantami. I co ciekawe przykłady szły od ludzi młodych - wręcz dzieci jeszcze. To bardzo budujące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko podpisuję się pod tymi słowami. Chociaż i zgadzam się z Patrycją.

      Usuń
  3. ja rowniez sie z tym zgadzam, bo im bardziej sie staramy to tym gorzej wychodzi, niestety ale tak juz jest...

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę napisać, że zgadzam się z Tobą. Same słowa, nie wystarczą - trzeba wyjść poza ramę ogółu, czy swoich własnych ( trudnych do przełamania) ale tu zaczyna się problem, o którym piszesz. Nie wiem, czy się boimy, wstydzimy czy nie chcemy, aby nas pokazywano palcem (i jest, co ona/on robi...najlepiej zostawić, bo będą kłopoty). Niestety w wielu zdarzeniach tak postrzegamy coś.. na swojej drodze. Dobrze przeczytać coś oczywistego, choć w praktyce mało realizowanego :) Będę do ciebie zaglądać - miło przeczytać coś budującego :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ukłony dla ciebie!!!! Bardzo mądrze napisane!
    dobrego weekendu:)

    OdpowiedzUsuń
  6. W przeszłości pisałam pracę naukową na temat dobra wspólnego w społeczeństwie socjalistycznym. Nie obyło się bez porównań z funkcjonowaniem ludzi/grup społecznych w dzisiejszym świecie. Wysnułam bardzo podobne wnioski do tych, które opisałaś. Żałuję tylko,że nie byłam świadoma jak szkodliwą formę życia mogą stanowić lemingi - co zresztą widać w obecnych dyskusjach na temat imigrantów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To niebezpieczeństwo widać w każdej dyskusji. Tym bardziej, że spora część władzy i dziennikarzy to lemingi.

      Usuń
  7. nie do końca wiem co chciałaś przekazać, może dlatego, że już tak późno. Chcesz przekazać, że same dyskusje bez czynów są zupełnie jałowe? To chyba oczywiste. Z drugiej strony dyskusje, opinie są potrzebne, bo zanim coś się zrobi to wypadałoby się zastanowić co zrobić i jak a dopiero później działać. Uważam, że za nim coś się zrobi dobrze jest wysłuchać opinii innych, bo być może źle myślimy albo na coś nie zwróciliśmy uwagi, dopiero później trzeba wcielać słowa w czyny i dopiero wtedy okazuje się czy to co powiedzieliśmy sprawdza się w praktyce.

    OdpowiedzUsuń
  8. Na szczęście wokół mnie są ludzie, którym jeszcze się chce i potrafią jakoś przekazać, zaszczepić to w innych... Ale to dziś mniejszość.
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Świat nie idzie w najlepszą stronę.. Może jest tak, że aby "przeżyć" musimy się skupić na sobie ? Znam na szczęście przypadki odwrotne czyli skupiające na wszystkim poza sobą.. tylko nie wiem czy dobrze na tym wychodzą.. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Przeżyć " dla samego spokojnego przeżycia nic nie znaczy, bo nic po sobie nie zostawia łącznie z nauką dla innych. A przypadki skupiające się na wszystkim poza sobą, o których piszesz to kolejna skrajność, której nie miałam na myśli. Zawsze należy brać pod uwagę i siebie i innych, znajdować złoty środek.

      Usuń
  10. Jaki jest świat, nie będę pisać każdy ma swoje zdanie i jego obraz. Jedni są zwartymi egoistami inni zaś z rozmachem oddają siebie światu i innym. Babcia mawiała nie bądź za dobra bo cię ludzie zjedzą i coś w tym jest.
    Uważam że tu jak w każdej innej dziedzinie, zagadnieniu należy wypośrodkować. Nie zgodzę się, że egoista i samolub ma lepiej, może ma więcej, ale kiedyś przychodzi taki moment iż okazuje się, że jest sam. A samotność nie jest fajna.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie mogą wypowiadać się za innych, ale sama zdecydowanie wyznaję życiową filozofię: "nie narzekamy - działamy". Jestem z rodzaju tych bardziej "emocjonalnych", które to reagują, nie przemilczają i często za to obrywają. Całe szczęście silna ze mnie sztuka :)

    OdpowiedzUsuń

Naj­trud­niej­sze w dys­kusji nie jest to, by bro­nić ja­kiejś opi­nii, ale by ją mieć - Éric-Emmanuel Schmitt.